Świt nas przywitał pięknymi widokami i szybkim lądowaniem. Wypełnienie kilku kartek i odprawa, odbiór bagażu i do poczekalni. Piwko za udane lądowanie i spotkanie z Ola która leciała przez Istambul. 5 godzin czekania w poczekalni bo do hali odlotów można wejść na 2 godziny przed odlotem na ulicy żołnierze z karabinami. Odprawa poszła sprawnie tyle ze w moim przypadku nie postawiono mi pieczątki na pasku do bagażu podręcznego co wyszło później przy chęci wejścia do autobusu do samolotu. W miądzyczasie odbyliśmy szybki masaż stóp i spotkałem się z nie miłą niespodzianką, a mianowicie nie mogłem kupić herbatki, bo do Katmandu nie można :( Tanie linie wiadomo trzeba za wszystko płacić. Udało mi się usiąść przy oknie po lewej stronie samolotu co skutkowało pieknymi widokami Himalajow. Z samolotu robią wielkie wrażenie a co dopiero będzie gdy ustaniemy u ich stop? Ladowanie bardzo miękie szybka akcja z wypisaniem wizy 40 $ i po odbiór bagaży. Z opowieści i netu czytałem co by uważać na atakujących cię taksówkarzy, miłe rozczarowanie, nie było tak źle jak piszą. Małe Suzuki zabrało naszą 6 z bagażami na dachu i dostarczyło Nas do hotelu. Po drodze kilka obrazów zgodnych z opowiadaniami: korki, życie toczy się na ulicy.
Po kąpieli poszliśmy na kolacje na której poznalismy naszego przewodnika Ramsinga - bardzo miły tybetańczyk. Obowiązkowo wypiliśmy po piwku Everest zjedliśmy momo - pierożki nadziewane warzywami lub mięsem oraz danie Dalbat. Wróciliśmy do pokoju szklaneczka herbatki i spać